[FELIETON] Romans smoleński - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

10 kwietnia zeszłego roku był dniem słonecznym i przyjemnym, nader ciepłym jak na tę porę roku.

„Jesteśmy tak blisko prawdy, że aż mnie cynadry bolą…” – w zaciszu swego gabinetu Prezes po raz ostatni powtarzał rewolucyjne tezy przemówienia, gdy pod stołem Błaszczak kończył test karmy dla kota. Na Krakowskim Przedmieściu specsłużby ustawiały drabinkę, snajperzy na dachach przecierali lunety karabinów, w pit-stopach bazyliki Świętego Krzyża Rodzina Radia Maryja grzała silniki.

Tego dnia Staszek był spokojny. Bo i cóż takiego mogło się wydarzyć? Scenariusz znał już na pamięć: msza, przemarsz z feretronami i modlitwą, homilia prezesa, lewactwo za barierkami bezsilne i wściekłe, a pedalstwo jeszcze bardziej. Kolejny triumf prawdy, przyzwoitości i prawdziwej wiary. Przed Staszkiem, jego braćmi i siostrami w dobrej zmianie przyszłość stała jednym wielkim dymiącym otworem.

Wypatrzył ją przypadkiem, dumną w gęstej ciżbie wyznawców zamachu – i odtąd przez pół roku nie mógł już przestać patrzeć. Przystojna kobieta z prowincji o wyścigowych proporcjach, w sam raz na glebę pod kiszący się w nim od dawna posiew cywilizacji życia. Tak bardzo pragnął pomnożyć ród Piętów, ale cóż począć, gdy małżonka przeciw?

Najpierw stało się słowo, a potem ciało. Została tajną towarzyszką jego politycznego geniuszu, za dnia w czynie partyjnym objeżdżając z nim najdalsze rubieże ojczyzny. Podczas nocnych misteriów sprawiała zaś, że wyniszczające stres i napięcie opuszczały jego rdzeń kręgowy. „Chciałbym gładzić cię po ciążowym brzuchu. Jesteś idealnie zbudowana, nie będziesz mocno cierpieć i możesz urodzić sześcioro dzieci” – szeptał czule. Róże słał i serduszka. Rozwód, ożenek i robotę w Orlenie obiecał. A przed nią bieżył baranek, a nad nią leciał motylek.

Jęła więc snuć zamaszyste plany, nabyła światową garderobę, gruntownie swą stylówkę odmieniając. Tyle że… po pół roku on się zmęczył. Wyprztykał się i ledwie chodził na nogach.

Zrozumiał, że musi za wszelką cenę, jak Stoch po sezonie, odzyskać świeżość w kroku. A tylko powrót do rodziny mógł go odbudować.

„Wybacz, mam takie obciążenia, że fizycznie nie daję rady” – miał napisać. Zupełnie jak w tej balladzie Zembatego: „Nawet powiedział jej ten straszny człowiek: Ja, Imogeno, niestety nie mogę”.

„A pier... mnie pół roku dawałeś radę?” – miała odpisać.

Tyle wersja szmatławca.

Na szczęście my znamy szmatławce, więc swoje wiemy: podstawiona przez Brukselę przybłęda, do tego kobieta nie najcięższych obyczajów, chce wykończyć człowieka, który jest dumą białej rasy, nadzieją naszego regionu, czarnym snem pruskich militarystów, przyjacielem biskupów i strażnikiem zasad.

Dlatego nie upadajmy na duchu. Sobecka, nieustraszona Brunhilda z Torunia, nadciąga już z modlitewnym szturmem. 200 tysięcy bojowych różańców z „Naszego Dziennika” wkrótce pójdzie w ruch. Tarcze pójdą w drzazgi, zachroboczą czerepy pod ciosami zdrowasiek.

I wyjdzie prawda na jaw. I pójdzie kłamstwo oszczercom w pięty.

Wołk

Udostępnij

36
+30
6
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę