[FELIETON] Błogosławiony wieśmak, czyli rumieńce proboszcza - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

W sobotę ksiądz pokropił wodą święconą fast food w Nakle nad Notecią i zrobiła się afera na cały kraj.

„Ksiądz w ozdobnej stule przechadzał się uśmiechnięty między frytkownicami i dystrybutorami napojów, kropiąc sprzęty wodą święconą. Przemawiał też do mikrofonu i odczytał fragment Pisma Św. Wstęgę przeciął obecny również na imprezie zastępca burmistrza” – czytamy na portalu oko.press.

Jakby to była jakaś sensacja. Kto żył w Polsce dłużej niż tydzień wie, że u nas do poświęcenia nadaje się wszystko. Wystarczy zajrzeć na blog Polish Preists Blessing Things (polscy księża błogosławią przedmioty), gdzie są zdjęcia z uroczystych pokropień oczyszczalni ścieków, windy, chlewni, kasków motocyklowych, klap studzienek kanalizacyjnych, obory, asfaltu, stada owiec, stada kiboli, a nawet kota.

„Po co święcić McDonalda?” – pyta oko.press. „Zakłady gastronomiczne i restauracje mogą być błogosławione, bo oznacza to dla nich rzeczywistość duchowej korzyści i chroni od złych rzeczywistości nadprzyrodzonych” – odpowiada Episkopat.

Ja się zasadniczo z tą wykładnią zgadzam, choć zalecam ostrożność, albowiem zbytnia łapczywość na duchowe korzyści może na ludzi łakomych świętości zwrócić uwagę Belzebuba. Tak właśnie było z przesławnym poświęceniem McDonalda w Żywcu przed trzema laty. W asyście burmistrza, aktywu pracowniczego i góralskiej kapeli ksiądz dobrodziej pokropił frytkownice, grille i tostery, a potem wszyscy ustawili się do zdjęcia. Zdjęcie poszło w świat, budząc powszechne zainteresowanie – także zamorskiego artysty o pseudonimie Pricasso. Postanowił on odmalować oną fotografię na płótnie jedyną znaną sobie techniką, tj. za pomocą własnego tyłka i prącia.

Człowiek – czy to proboszcz, czy malarz, czy skromny sprzedawca frytek – chce się jakoś w ludzkiej pamięci zapisać, po swojemu dobro w świecie pomnożyć. Więc mnoży, czym tam potrafi: kropidłem, pędzlem albo frytkownicą. I słusznie czyni. Ważne tylko, by nie przesadził, za dużo chwały lub świętości naraz nie chciał i nie pchał się, gdzie nie trzeba. Bo wtedy może wyjść na opak.

Sprowokowane kropidłem „złe rzeczywistości nadprzyrodzone” śmieciowej gastronomii dosięgły Żywca nadprzyrodzeniem zamorskiego malarza. Ze świętych korzyści ducha została umazana farbą du...a. Ta, którą Pricasso malował sokratejskie czoło burmistrza i rumieńce księdza dobrodzieja.

I jak po tym zjeść wieśmaka przy nowym rondzie?

Wołk

Udostępnij

18
+17
1
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę