[VAM Z NAMI] Cisza - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Póki co wydaje się, że jest cicho i pusto. Poranna mgła unosi się delikatnie nad polami. Bezruch, spokój. Niektórzy jeszcze śpią, inni, daleko, trawią kolację do rozpuku na wczasach all inclusive, zadowoleni, że są daleko stąd. Jeśli jednak nie uwierzymy w tę ciszę, podejdziemy bliżej i delikatnie zajrzymy pod tę kołderkę z mgły - zobaczymy, że, niepostrzeżenie, trwają intensywne przygotowania.

Orkiestry dęte stoją w bardzo bezpiecznej odległości od siebie i od nas. Trwa przegląd i polerowanie instrumentów, które połyskują we wschodzącym słońcu delikatnie jak zbroje. Sztabskapitan sprawdza każdą trąbę, czy wypolerowana do czysta, czy będzie nie tylko brzmieć ale również wyglądać odpowiednio paradnie. Muzycy przymierzają się do instrumentów, nadymają policzki, ćwiczą wargi, oddychają głęboko. Niektórzy przebierają palcami, rozluźniają i napinają niecierpliwe kończyny. W środku każdej orkiestry jest jej serce. Wielka tuba, podtrzymywana rusztowaniem na kołach. W przeciwieństwie do innych orkiestr i innych festiwali, tutaj to tuba właśnie jest głównym instrumentem, wręcz solowym; dlatego z sezonu na sezon tuby się zmieniają, rosną, ewoluują, wykorzystując najnowsze zdobycze techniki i inżynierii.

Głównie w tubę idzie cała inwencja tego dźwiękowego wyścigu zbrojeń, nie mówiąc o środkach finansowych.

Dyrygent każdej orkiestry ostrzy batutę na pasku od spodni. Musi być ostra jak igła zrobiona z brzytwy by, w razie potrzeby, wbić się w najtwardsze serce, lub inny organ. Wszystko zależy od strategii bojowej, kiedy wreszcie orkiestry ruszą do natarcia. Stanie się to chyba niedługo, bo już jest nerwowo, już niektórym drgają kąciki ust, inni muszą łapać się dłonią za drugą dłoń, by ją nieco uspokoić, zanim będzie potrzebny ten szał, ta piana na ustach.

Zanim wszystko zmieni się w wielką festiwalową, ogłuszającą kurzawę. Ten festiwal tym różni się od innych, że orkiestry nie grają w żadnej kolejności, usadzone na scenie w garniturach, przed publicznością, która nie pije piwa. Na tym festiwalu orkiestry grać będą jednocześnie, każda ze swoją wielką, niczym koń trojański, tubą na kółkach. Nie tylko będą grać jednocześnie, ale grając będą nacierać na siebie z całej siły, próbując zmiażdżyć wszelki opór i zagłuszyć inną muzykę, wypełnić swoją muzyką całą przestrzeń, tak że już nic innego się nie wciśnie, i nawet ludzie rozmawiający ze sobą przy obiedzie nie będą się słyszeć, będą musieli czytać z ruchu ust, ze stoperami w uszach. Ulotki całymi ławicami będą uderzać o szyby okienne, powodując lokalne zaćmienia i wtedy będzie jasne, że się zaczęło.

Tuba jedzie na środku szyku bojowego, grzmi z całej siły, bo dmucha w nią jednocześnie armia nadymaczy. Wokół tuby w szyku bojowym ustawiają się walący w bębny, w kolejnym kręgu wszystkie inne instrumenty dęte, pod kierownictwem naostrzonej batuty sekundują, wydzielając nieludzki jazgot, w rejestrach, których tuba nie może dosięgnąć. Z przodu i z tyłu całego konwoju kroczą dwa oddziały klaskaczy zagęszczających rytm, którzy jednocześnie, w razie potrzeby wdają się w bójki i mordobicia z ochotnikami próbującymi rozwalić ten szyk bojowy.

Osoby te, jeśli akurat nie klaszczą, mają obowiązek krzyczeć co sił w płucach “Hurra! Hurra! Wiwat!” lub “Bumtarara! Bumtarara!  Przydaje się to, gdy dłonie mają zajęte rozróbą. Jednak nie chodzi tylko o torowanie sobie drogi przez tłum, do ulic, do placów, i do budynków prywatnych. Liczą się bowiem ręce chwytne, które każdego zaplątanego gdzieś muzykanta wciągają siłą do orkiestry, ponieważ gdy trwa festiwal, nie ma miejsca na inną muzykę i każdy, który posiada jakikolwiek instrument jest wciągany do jednej z orkiestr, nawet wbrew swojej woli, bo oczywiście znajdują się zawsze sympatyzujący ochotnicy.

Nawet jeśli jakimś cudem, uchowa się gdzieś, na niedostępnym dachu jakiś wiolonczelista z motylimi skrzydłami, którego nie da się złapać i wciągnąć do orkiestry, robi się to zaocznie, mówiąc, że jego piosenka jest z nami, albo przeciw nam, bo nie istnieje wtedy już żadna inna muzyka, niż ta, która jest za albo przeciw.

Dlatego nic się nie uchowa, wciągnięte zostaną nawet dzieci ze szkół muzycznych, nauczycielki z podstawówki, razem z pianinem, na którym grały piosenkę o Wróbelkach i Marysi. Wszystko zostanie staranowane i zawłaszczone, wciągnięte w jedną lub drugą rozpędzoną i spoconą orkiestrę i tam wykorzystane, przemielone na hałas i wrzawę, która będzie trwać i trwać i trwać, aż w końcu wszyscy, wciągnięci w największą orkiestrę, jak w brudną kulę śniegową, wtoczymy się z hukiem w tę ślepą uliczkę i tam wszystko rozwali się o ścianę z głośnym wspólnym pierdnięciem. I na jakiś czas będzie spokój.Już niedługo. Chowajcie instrumenty.

Autor: VAM

Udostępnij

5
+4
1
Reklama
Reklama
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę