[FELIETON] Idą wybory. Czas na refleksję. - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Za niedługo odbędą się wybory samorządowe. Mniejszym zainteresowaniem wyborców na Żywiecczyźnie, które przekłada się na jeszcze niższą frekwencję, cieszą się jedynie wybory do Parlamentu Europejskiego. Wydajemy się zapominać, że 21 października wybierzemy ludzi, którzy będą mieli bezpośredni i prawie największy wpływ na bardzo wiele rzeczy, które nas otaczają.

Teorii wyjaśniających takie nasze zachowanie jest bardzo wiele. Jedne mówią o niezrozumieniu podstawowych zasad demokracji, inne o tym, ze jesteśmy obojętni, a zarazem bardzo roszczeniowi wobec otaczającej nas rzeczywistości i dnia codziennego, kolejne o naszym "niespołecznym" nastawieniu do siebie i rodaków, następne podają jeszcze inne powody. Odnoszę jednak przemożne wrażenie, że mają one pewien bardzo smutny i - o zgrozo - prosty, wspólny mianownik. Jesteśmy nieskomplikowanym społeczeństwem, które jest w stanie "łyknąć" prawie wszystko albo dokładnie wszystko, co się mu zaproponuje i co „tu i teraz” oznacza dla nas "+coś".

Mechanizm żerujący na takim naszym sposobie myślenia jest stosowany bardzo powszechnie przez wszystkich zabiegających o nasze poparcie, we wszystkich kampaniach wyborczych. Bezmyślne "obiecywactwo" staje się głównym narzędziem każdej z nich. Na równi z często równie bezmyślnym i bezrefleksyjnym, wynikającym z "obiecywactwa" rozdawnictwem. Dlaczego prawie wcale nas nie dziwią zapewnienia rozpoczęcia licznych inwestycji w mieście, w  gminach, w powiecie, rozpoczęcie remontów i budów ulic, chodników, plany budów hal, szkół, przedszkoli, żłobków, internetu bezprzewodowego, stref darmowego miejskiego wi-fi, punktów informacji turystycznej, nadrzecznych deptaków, ścieżek rowerowych itp.? A wszystko to hucznie ogłaszane na kilka miesięcy lub nawet tygodni, przed datą wyborów. Dlaczego nie zauważamy często braku jakiejkolwiek wizji ich dalszego funkcjonowania? Braku koncepcji ich wykorzystania i używania przez najbliższą choćby kadencję? Dlaczego nie oczekujemy spójnych koncepcji funkcjonowania naszych gmin, miasta i powiatu jako pewnych powiązanych ze sobą całości? I to każdej sferze. Tak w kulturze jak i w turystyce, sporcie czy biznesie. Jedno pozostaje pewne. Przed kolejnymi wyborami będzie można z wielką pompą wszystkie te nowopowstałe inwestycje pomalować, odnowić, poszerzyć, załatać, czyli obiecać kolejne rzeczy, które złożą się na następny program wyborczy...

Problem polega chyba na tym, ze części z nas to się po prostu „tu i teraz” opłaca, gwarantuje święty spokój, wpływy, wygodę bierności. Koło pseudosamorzadności się zamyka, kiedy Ci nieliczni, którzy czerpią z tego różnego rodzaju korzyści, widząc w tym swój doraźny interes, wspierają i doprowadzają do sukcesu wyborczego tych, którzy im te korzyści gwarantują, a reszta społeczeństwa, wierząc że dołączy do grupy uprzywilejowanych, pozwala na to. Czy zatem jest potrzebna rewolucja i biegająca z siekierkami po beskidzkich halach partyzantka, żeby to zmienić? Nie. Wystarczy szerzej spojrzeć na kontekst sytuacji, w jakiej znajduje się Żywiecczyzna i chcieć zrozumieć, ze istnieje coś takiego jak rozwiązania systemowe, planowanie, koncepcyjność działania i dobro wspólne, za które jesteśmy odpowiedzialni! I że jest ono ważniejsze od czyjegokolwiek partykularnego i doraźnego interesu. W tym naszego własnego przede wszystkim!!!

Nie jest sztuką odtwórczo i wybiórczo skopiować pięćdziesiąt pomysłów zauważonych bądź zasłyszanych w Bielsku-Białej, Cieszynie, Katowicach czy Krakowie, uczynić z nich slogany wyborcze i w razie zdobycia mandatu samorządowca, bezmyślnie parę z nich wdrożyć. Sztuka polega na wprowadzeniu kilku takich rozwiązań, które zapewnią zrównoważony rozwój możliwie najszerszej i najliczniejszej grupie mieszkańców gminy, miasta czy powiatu. Nawet jeśli oznaczać to będzie mało popularne działania i decyzje wśród lokalnego establishmentu, albo ewentualny brak sukcesu w kolejnych wyborach.

Czy mnie można nazwać naiwnym idealistą, bo piszę takie rzeczy? Nie wiem. Natomiast ludzi, którzy działają według opisanych powyżej zasad na pewno można nazwać samorządowcami.

Marek Mucharski

Udostępnij

10
+10
0
Reklama
Reklama
Fundacja Pomocy Dzieciom w Żywcu
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę