[FELIETON] Łowca jeleni i magia słów - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

„Odbywało się zorganizowane polowanie myśliwskie, na które łowczy posiadali wszelkie konieczne pozwolenia. W jego trakcie postrzelony jeleń niefortunnie uciekł i przedostał się w rejon domów wczasowych. Gdy został odnaleziony, był tak wycieńczony, że myśliwi musieli go dobić”.

Tak oficer prasowy cieszyńskiej policji Krzysztof Pawlik skomentował to, co w ubiegłym tygodniu zaszło w dzielnicy wczasowej Ustronia. W trakcie "polowania myśliwskiego" (pan Pawlik, jak się domyślam, zmyślnie podkreśla odmienność tego typu polowania od polowań innych, znaczy, dajmy na to, wędkarskich czy grzybiarskich) ranny jeleń uciekł w stronę ludzkich domostw, gdzie, wycieńczony, padł. Myśliwy Jan F. wytropił go koło piaskownicy i tam dobił.

Za sprawą skrzydlatych słów oficera prasowego Pawlika świat spojrzał jednak na wyczyny Jana F. i jego kolegów w jasnym świetle. Zobaczył nie uświęcone chorą tradycją gromadne mordowanie zwierząt z egzekucją jelenia koło piaskownicy, lecz czynność urzędową, rutynową procedurę, banalną niczym wywóz śmieci albo pobór podatku. Na dodatek czynność uszlachetnioną aktem miłosierdzia – Jan F. litościwie dobił przecież zwierzę, które „niefortunnie” (miało zdechnąć w lesie, a nie na widoku) uciekło z miejsca postrzelenia.

Opisujące tę sprawę media koncentrowały się głównie na myśliwym F., podkreślając, że człek ten „słynie z pochopnych działań”, to znaczy refleksja następuje u niego z poślizgiem, już po naciśnięciu spustu. Ale ja bym się pana Jana nie czepiał. To, że człowiek jest myśliwym, nie musi wcale oznaczać, że myśli. Poza tym instytucje państwa, których dostojeństwo oficer Pawlik tak pięknie reprezentuje, pozwolenie na broń przecież Janowi F. wydały, więc każdy kraj ma takich łowców jeleni, na jakich zasługuje.

Ale z samym oficerem Pawlikiem to już inna sprawa, bo w jego rękach spoczywa broń dalece groźniejsza od dubeltówki. Podobnie jak tysiące podobnych mu służbistów, Pawlik posiadł dar mowy magicznej. To tajemny język, który w sytuacji nawet największego dramatu, nieszczęścia, trwogi, barbarzyństwa czy przejawu skrajnej człowieczej tępoty działa jak miękki bufor, kaftan bezpieczeństwa. Neutralizuje nasze wzburzenie, wycisza strach, odwraca znaczenia czynów i słów, zdarzenia odziera z grozy.

Krew zasycha, zło przestaje przerażać, współczucie jest zbędne, bo wszystko pod kontrolą i po bożemu. Że niby przerażone i krwawiące zwierzę kona koło piaskownicy, może na oczach dzieci? Oj tam, oj tam! „Odbywało się zorganizowane”, „wszelkie konieczne pozwolenia”, „przedostał się w rejon”. Itede, itepe.

Dlatego oficera Pawlika z dostępem do prasy boję się po stokroć bardziej niż Jana F. z dostępem do broni.

Wołk

Udostępnij

5
+5
0
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę