Utknęli na statku z hantawirusem. Lekarz pokładowy szacuje, ile to potrwa. "Sytuacja jest trudna" - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Beskidy TV

    Na pokładzie statku wycieczkowego MV Hondius, na którym podejrzewa się ognisko hantawirusa, sytuacja zaostrza się – zarówno pasażerowie, jak i załoga mogą być zmuszeni do pozostania na jednostce nawet przez dwa miesiące, aż minie okres inkubacji patogenu. Lekarz Sebastian Borowicz-Konieczny, który od 2022 r. pełni funkcję lekarza pokładowego, wyjaśnia w rozmowie z Medonetem, z jakimi wyzwaniami mierzą się obecnie osoby przebywające na statku.

    Utknęli na statku z hantawirusem. Lekarz pokładowy szacuje, ile to potrwa. "Sytuacja jest trudna"

    Ostatnie raporty wskazują, że siedem osób podróżujących MV Hondius zostało zainfekowanych hantawirusem. Statek wypłynął z Argentyny, a jego celem miały być prawdopodobnie Wyspy Kanaryjskie. Wśród zakażonych troje pasażerów zmarło, jedna osoba walczy o życie, a pozostałe trzy przechodzą chorobę w łagodniejszej postaci. Jednostka nie dotarła do portu docelowego i obecnie znajduje się w rejonie Wysp Zielonego Przylądka. Zarówno podróżni, jak i obsługa nie mają możliwości zejścia na ląd, jednak otrzymują wsparcie medyczne. Sytuacja jest pod stałą obserwacją Światowej Organizacji Zdrowia.

    Lekarz Sebastian Borowicz-Konieczny, który od czterech lat regularnie pracuje na statkach wycieczkowych, podkreśla, że warunki, w jakich znaleźli się pasażerowie, są wyjątkowo trudne. — Myślę, że nie będą mogli zejść na ląd, do czasu, aż nie skończy się okres wylęgania od ostatniego potencjalnego przypadku — ocenia dla Medonetu.

    Czas inkubacji hantawirusa wynosi od jednego do ośmiu tygodni. W przypadku wykrycia poważnej choroby zakaźnej, osoby podróżujące są zamykane w swoich kabinach, a wejścia do nich mogą być dodatkowo zabezpieczone śluzami. Przebywający na statku są lub będą prawdopodobnie poddawani regularnym testom na obecność wirusa, nawet co kilka dni.

    Podczas pandemii COVID-19, gdy polski lekarz pracował na statku pod banderą National Geographic, testy wykonywano co tydzień, niezależnie od długości pobytu na morzu. — Testowanie odbywało się bezwzględnie co tydzień, nawet jeżeli przez miesiąc znajdowaliśmy się na oceanie — opowiada. W najtrudniejszym okresie pandemii jedna z grup załogi nie mogła zejść na ląd przez dziewięć miesięcy.

    W sytuacji, gdy stan zdrowia któregoś z chorych ulegnie znacznemu pogorszeniu, przewidziano możliwość ewakuacji drogą powietrzną. — Każdy statek ma na swoim pokładzie miejsce na lądowanie helikoptera. W sytuacji kryzysowej, gdy pacjent musi dostać się do szpitala, organizuje się taki transport — dodaje lek. Sebastian Borowicz-Skonieczny.

    Na MV Hondius hospitalizacji wymagały cztery osoby, jednak pierwszy zakażony, siedemdziesięcioletni obywatel Holandii, zmarł jeszcze na pokładzie, a jego ciało przewieziono na brytyjskie terytorium Świętej Heleny. Jego żona, mająca sześćdziesiąt dziewięć lat, zmarła w szpitalu w Johannesburgu po zasłabnięciu na lotnisku w Republice Południowej Afryki. W tej samej placówce odnotowano również śmierć trzeciego obywatela Holandii.

    Na rejs wybrało się łącznie 150 pasażerów oraz 70 członków załogi.

    Wirus Andes – wyjątek wśród hantawirusów

    Dr Karolina Pyziak-Kowalska, specjalistka chorób zakaźnych, w rozmowie z Medonetem zwraca uwagę, że w tym przypadku mamy do czynienia z jedynym hantawirusem, którego transmisja między ludźmi została potwierdzona. Zazwyczaj bowiem zakażenie następuje poprzez kontakt z gryzoniami, a nie między ludźmi.

    — Wirus Andes wywołuje hantawirusowy zespół sercowo-płucny o śmiertelności sięgającej 35-40 proc. Przebieg choroby jest dwufazowy. Początkowo przez kilka dni dominują gorączka, bóle mięśni, bóle brzucha i biegunka. Jest to obraz niespecyficzny, łatwy do pomylenia z grypą lub infekcją przewodu pokarmowego. Następnie dochodzi do gwałtownego pogorszenia stanu klinicznego: rozwija się obrzęk płuc, wstrząs i niewydolność oddechowa. Niestety obecnie nie mamy leczenia przyczynowego, dlatego kluczowe znaczenie ma wczesne wdrożenie intensywnej terapii — wyjaśniała lekarka.

    W Polsce również występują hantawirusy, jednak są to inne szczepy niż ten, który pojawił się na MV Hondius. Najczęściej spotykane są Puumala i Dobrava, które powodują gorączkę krwotoczną z zespołem nerkowym (HFRS). Jak podkreśla dr Pyziak-Kowalska, te odmiany zwykle przebiegają łagodniej, a śmiertelność, zwłaszcza w przypadku wirusa Puumala, jest niska.

    Sebastian Borowicz-Skoneczny jest lekarzem rodzinnym, który ukończył studia medyczne na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie w 2019 r., a następnie przez cztery lata odbywał specjalizację z medycyny rodzinnej. Od 2022 r. pracuje na statkach wycieczkowych pływających pod banderą National Geographic.

     

    źródło: medonet.pl

    0
    0
    0
    Reklama
    Fundacja Pomocy Dzieciom w Żywcu
    Fundacja Pomocy Dzieciom w Żywcu
    Reklama

    Pobierz bezpłatną aplikację

    Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

    Google Play

    Logo Beskidy News
    Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

     

    Imię i nazwisko (*)
    Podaj imię i nazwisko
    E-mail (*)
    Podaj adres e-mail
    Temat (*)
    Podaj temat
    Wiadomość (*)
    Napisz wiadomość
    Załącznik
    Dodaj załącznik
    (gif, jpeg, jpg, png, zip)
    Captcha (*)
    Rozwiąż captchę