Małosolne, podomki i "ruscy" - Duża Targowica - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

 

Wesprzyj nas na Patronite
patronite

 

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Młodzież kupowała małosolne i kasety pirackie, przegrywane z oryginałów w domowych warunkach. Po tapicerowanych wersalkach, dywanach i meblościankach czasem skakały kury, a u "ruskich" mozna było kupić niezawodne grzałki do wody z ostrzeżeniem, aby po ich włączeniu do prądu rąk do wody nie wkładać, bo grozi to porażeniem. W ubiegłą środę publikowaliśmy tekst o tym, jak wyglądał targ w dawnym Żywcu, na Rynku. Można go przeczytać lub przypomnieć sobie TUTAJ. A jak było w drugiej połowie XX wieku? Słynny "dzień dyszla" odbywał się na placu, gdzie teraz...

fundkjconuje LIDL i stacja paliw.

Targ w powojennej Polsce wydawał się zachowywać swoje znaczenie i charakter przez długie dziesięciolecia, posiadając wiele pierwotnie przypisywanych mu elementów. Był po prostu miejscem i czasem specyficznym, głównie dla handlu, ale i zawierania kontaktów, pewnej swobody odległej często od bieżących wydarzeń i polityki. To z targu, tuż po II wojnie światowej, w słynnym filmie „Wicia wierzchem wracał na kocie”. To na targu, jarmarku, w realiach wschodniej Polski z końca lat 80-tych, dobijano futbolowych interesów. Targ w Żywcu, posiadając oczywiście wiele cech wspólnych z innymi, jednocześnie wbrew pozorom znacznie się różnił od sąsiednich.

„Targowica”, gdzie dziś już co innego

Dla wielu czytelników będzie to być może truizmem i oczywistością, ale dla porządku wypada nadmienić, gdzie mieścił się powojenny żywiecki targ, do początków XXI wieku. Roztaczał się po obu stronach dzisiejszej drogi prowadzącej na cmentarz "Przemienienia", gdzie dziś znajdują się Stacja Paliw BP i Ogródek Jordanowski. Zwane to miejsce było Dużą Targowicą, Mała funkcjonowała prężeni między budynkami szkół ekonopmicznej oi ogólnokształcącej.

Konie i nie tylko

Trudno dziś stwierdzić, czy targ służył bardziej Żywcowi i jego mieszkańcom, czy przyjezdnym? Okolica jednak była w dużym stopniu wiejska, żyjąca z rolnictwa. Żywiecki targ, jak żaden w pobliżu, oferował w dużym stopniu nie tylko płody rolne, ale też to, co w uzyskaniu dalszych płodów mogło pomóc. A do tego inwentarz żywy: kury, kaczki, gęsi, a nawet większe gabaryty: trzoda chlewna, konie, kozy. Było to więc ważne miejsce dla góralskiej ludności, a środa ważnym dniem tygodnia. Dlatego "Dzień dyszla" - bo wozami konnymi gospodarze jechali do Żywca na targ z różnych stron całej okolicy, abu sprzedać lub kupić. Z targu gospodynie wracały często autobusami typu "ogórek", a w koszykach gdakały kury czy kwakały kaczki. Targ rozpoczynał sie o świcie i wiódł przez czas godzinami kojarzonymi dziś z jazgotem, kwikami zwierząt i ich zapachami, przedzieraniem się po poszatkowanym przez kałuże klepisku. Wiele artykułów oferowanych było z drewnianych „sztand”.
Można było też nabyć lub sprzedać towary okołorolnicze, gdzieś gdzie dzisiejszy gabinet weterynaryjny na rogu ul. Komonieckiego i Al. Piłsudskiego - narzędzia wszelakie, w gospodarce pomocne: grabie, miotły, łopaty. Zrobione na szybko przez kogoś w wolej chwili kapcie, wyroby z wikliny – kosze, taborety - były na wyciągnięcie ręki. Słynny pan oferujący maść na odciski zachęcał do jej kupna melodią i sposobami, zawierającymi typowe i dla teraźniejszości socjotechniczne triki handlowe. No i oczywiście rzecz najważniejsza w takim miejscu. „Porządny” lokal, w którym można transakcję zawrzeć, sfinalizować i przypieczętować. Miejsce więc dostępne dla wybranych, raczej nie dla nieletnich, niekoniecznie dla kobiet.

Ogórki dla uczniów też

Można wymieniać gdzie, kto i z czym stał. Byłoby jednak też wiele prawdy w stwierdzeniu, że w środy targ wlewał się trochę jak bezkształtna lawa w każdą wolą szczelinę tej okolicy miasta. Podobnie z czasem i w miarę dziesięcioleci zaczęły przenikać się lata, style i tendencje. Pomiędzy konie, kury i całą tę rolniczo-rzemieślniczą większość wdzierała się współczesna codzienność. Wśród trzody chlewnej lub obok niej ustawiało się przedsiębiorcze mieszczaństwo w przeróżnym wieku, oferując używaną odzież różnego – najczęściej niepolskiego pochodzenia – sprzęty i elementy domowe, znacznie rzadziej książki czy płyty. Młodzież z pobliskiego liceum wymykała się w środy w pantoflach zamiennych, w przerwach między lekcjami po ogórki małosolne, sprzedawane z drewnianych bek i pirackie kasety z przebojami Papa Dance.

Top One – podomki. W Żywcu jednak było specyficznie

Targ lat 80–tych ubiegłego wieku stanowił specyficzną alternatywę dla handlu sklepowego, czyli pustych półek. Młodsi czytelnicy muszą sobie jakoś wyobrazić, że kiedyś nie było serwisu allegro i „dzień dyszla” stanowił jedyną okazję nabycia czegoś z drugiej ręki, skoro pierwsza ręka bardzo niewiele oferowała. Rzecz dotyczyła w dużym stopniu odzieży. Tutaj niewątpliwym – dzisiejszego słownictwa używając – hitem były w Żywcu podomki. Termin ten jest oczywiście dosyć umowny, określający luźny strój damski, noszony przez kobiety – jak sama nazwa mówi – po domu, nieoficjalnie. Towar był to tak poszukiwany, że przypisywano jego funkcję prawie każdemu artykułowi z działu odzieży damskiej, który choćby trochę ją przypominał. Zabieg, który można odnaleźć i współcześnie w handlu wirtualnym, gdzie to np. każdej masce przeciwpyłowej dopisuje się: antysmogowa.

Żywiecki targ lat 80 – tych oczami bielszczanina:

W Żywcu można było sprzedać rzeczy z drugiej ręki, które w Bielsku raczej nie znajdywały nabywców. Właśnie te podomki, proste ubrania i podstawowe sprzęty, czasem „świerszczyki”. Nie miało sensu oferowanie jakichś wymyślnych ciuchów, z moherem czy szetlandem na metce. Głównie zbyt miały zwykłe ciuchy, które rozkładało się na kilku warstwach Trybuny Robotniczej. Dla płodów rolnych konkurencja była zbyt duża. Handlarze musieli sobie nie tylko wywalczyć miejsce, w zasadzie pół metra kwadratowego, ale też o to miejsce potem przez cały czas stania walczyć, żeby nie zostać wypchniętym. Dla kolejnego porównania - w Bielsku, gdy człowiek już przyszedł odpowiednio wcześnie rano, to zajęty sektor przysługiwał mu bez zastrzeżeń przez cały dzień. Dookoła ruch, gwar, mieszające się głosy ludzi i zwierząt. Gdzieś się wdepnęło w błoto, ochlapała woda z kałuży po przejeździe Tarpana. Takiego inwentarza żywego już wtedy w Bielsku na targu specjalnie nie było. Żywczanie dziwili się, że tamtejszy targ nie wygląda tak, jak tutaj, a nie wyglądał właśnie przez tę dominację rolnictwa. Tu i tu jednak widać było życie dookoła, nie tylko przy samych straganach. Zawierano masę okazyjnych i pozatargowych transakcji czy znajomości. Tętniło życie, albo właściwie w dyszlowe środy tutaj było jego centrum.

Było

Po latach 80-tych nastała nowa epoka ekonomiczna, nomen omen - wolnego rynku. Stał się ten rynek bardzo swobodny, co miało duże znaczenie dla stylu i wyglądu targu. Drugim czynnikiem wpływającym na zmiany jest szeroko rozumiana nowoczesność i inny styl życia. Jak i dlaczego stało się tak, że targ zniknął z tej części miasta"? O tym w następny „dzień dyszla”.

Galeria: Archiwum Państwowe

Udostępnij

6
+4
2
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę