Lany Poniedziałek? W Wilamowicach najbarwniej - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

 

Wesprzyj nas na Patronite
patronite

 

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Skąd się wzięła tradycja "dyngusa" i dlaczego słynie z niej pewne podbeskidzkie miasteczko? Przeczytajcie.

Geneza

Termin „śmigus – dyngus”, jak uznali badacze, wywodzi się z języka niemieckiego. W nim to dinge oznacza „wykupywać się”, choć uznany etnograf Zygmunt Gloger widział też związek z germańskim terminem dunguuss – chlust wody.
Co ciekawe śmigus i dyngus były pierwotnie odrębnymi zwyczajami. Z czasem – nomen omen – zlały się w jedno. Śmigus był symbolicznym biciem witkami albo palmami wierzby po nogach i oblewaniem zimną wodą. Rytuał ten miał symbolizować wiosenne oczyszczenie z brudu, chorób i grzechu. Dyngus z kolei wywodzi się z praktyki dawnych Słowian, odwiedzania znajomych i przypadkowych osób, które w zamian za darowiznę zaopatrywały na drogę w strawę. Po połączeniu się tych dwóch składników, pisankami można było się wykupić od polewania wodą.
Słowianie uważali, że polewanie ma sprzyjać płodności. Stąd też traktowano wodą głównie młode panny na wydaniu, co miewało wręcz charakter matrymonialny.
Obrzędy związane ze śmigusem dyngusem stosowane były kiedyś głównie na wsi i przykładano do niego dużą wagę.

W Wilamowicach „śmierguśnicy”

Szczególnie barwną, specyficzną i żywą tradycję „dyngusa” pielęgnowały zawsze położone niedaleko Bielska-Białej Wilamowice. Wilkoponiedziałkowy obyczaj nazywany jest tam „śmiergusty” i uznaje się go za najbardziej barwny na Podbeskidziu.
Już w niedzielny wieczór chłopcy z Wilamowic schodzili się i gromadzili w 10-15 osobowe grupy. Przebierali się w kolorowe stroje, uszyte z pidżam. Następnie w papierowych maskach i kapeluszach, ze starymi garnkami i trąbkami wyruszają na obchód domów wilamowickich panien. Koniecznie trzeba ich wpuścić domu i ugościć, choć podczas tej nocy zdarzają się odwiedziny kilku grup przebierańców. W świąteczny poniedziałek od rana przebierańcy czekają na wilamowickim rynku. Czekają na ładne dziewczyny - siejne makia - z butelkami i wiadrami wypełnionymi wodą.
Młodzi wilamowiczanie przyjeżdżają na rynek na zrobionych przez siebie pojazdach. Na starym rowerze z pokrzywionymi kołami bez opon, na dziwacznym pojeździe zrobionym z samochodowego fotela, na wózku skonstruowanym z karoserii samochodowej. Gdy tylko na horyzoncie pojawia się młoda dziewczyna, tłumnie pędzą za nią, żeby polać ją wodą.
Na przebierańców trzeba uważać. Próbują oblać pasażerów przejeżdżających obok rynku samochodów. Ludzie znają już zwyczaje polewaczy i gdy przejeżdżają w lany poniedziałek przez Wilamowice, zamykają szyby i blokują drzwi swoich 

 

Udostępnij

2
+2
0
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę