Schronisko na Lipowskiej cz. 1 - z wiatrem, klimatem i smakołykami - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

 

Wesprzyj nas na Patronite
patronite

 

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Niedawno w rankingu pisma turystycznego „n. m. p.” Schronisko PTTK na Hali Lipowskiej, ogólnie uznawanym za rzetelny i miarodajny, sporządzanym pośród wszystkich tego typu obiektów w całej Polsce, zajęło bardzo wysokie, trzecie miejsce. A kilka lat temu nawet pierwsze. Podkreślano w nim szczególnie dobrą kuchnię i przyjazną atmosferę. Rzeczywiście, przed schroniskiem i w nim bardzo dużo turystów. Niby środek lata, ale z drugiej strony też bardzo upalne dni.

Jak tam dotrzeć?

Wędrówka przez Beskid Żywiecki nie zawsze wygląda tak samo, jak przed dekadą, czy nieco więcej. Nie chodzi o postęp cywilizacji lub wzrost stopy życiowej. Przede wszystkim o gołe połacie gór, które choroba w wielu miejscach pozbawiła drzew i zalesienia. W konsekwencji ich zwózki, a także rozwoju „turystyki motorowej” oraz działalności quadów trudniej też znaleźć urokliwą leśną ścieżkę górską. Z reguły są to wyrobione i rozjeżdżone szerokie pasy, pełne luźno zalegających kamieni. Miłym był zatem widok i wrażenie nieco odmiennej trasy, jaką dość można na Halę Lipowską z Rajczy Nickuliny, żółtym szlakiem. Jest tam sporo zieleni i te drożyny trochę jeszcze wyglądające jak w górach. Nie jest to może trasa najkrótsza, trzeba liczyć 4 godziny spokojnego wyjścia, ale warta uwagi. Na hale natrafimy już wcześniej, najpierw na Redykalną. Świszczy wiatr, jak to na hali. Rysuje się rudość górskich traw na dole i pod nogami. W oddali natomiast, im wyżej się pod chodzi, tym bardziej wzmaga się atrakcyjność widoków w stronę południowo - zachodnią. Barania Góra, Wielka Racza oraz szczególnie się wyróżniające: Rozsutec i całe łańcuchy Małej Fatry. Dalej, po zbiegnięciu się kilku innych szlaków – w tym i z Milówki przez Halę Boraczą – czeka nas kwadrans wędrówki przez iglasty las, po kamienistej ścieżce, typowej dla tej wysokości. W końcu wyłoni się niespecjalnie rozległa hala i schronisko na niej.

Schronisko

Spadzisty dach, ściany pokryte trochę tracącymi wierzchnią warstwę listwami. Z pozoru może się nie wydawać, że to porządna, przedwojenna robota. Podchodząc bliżej, widać dosyć typową, kamienną podmurówkę. W środku kojący w upalny dzień chłód. Na ścianach głównej sali stare narty, poroże jelenie, obrazy. Szybko można poznać, że to stare schronisko. To akurat nie jest może cechą wyróżniającą, pochodzących z podobnych lat, z międzywojnia, jest w Polsce wiele. Placówka PTTK na Lipowskiej szczyci się natomiast najdłuższym w Polsce stażem prowadzących go gospodarzy. Gospodyni schroniska – Maria Gowin, dla przyjaciół i stałych bywalców znana jako „Helenka” lub „Miki”, prowadzi obiekt nieprzerwanie od 1969 roku. Do 1999 roku w pracy pomagał jej mąż Zbigniew, legenda Beskidów, wieloletni ratownik GOPR, człowiek gór. Po jego śmierci, z pomocą gospodyni przyszły córki z własnymi rodzinami. Dzisiaj pomagają jej dorosłe już wnuki. Wśród nich jest Jakub Szupeńko, menedżer obiektu. Co mówi o samym schronisku?
- Posiadamy 46 miejsc noclegowych. Obłożenie liczy się w procentach. Nasze liczy się w procentach. Nasze średnie roczne, to 18%. Przy czym głównie składają się na niego 52 soboty w roku, wtedy schronisko jest praktycznie pełne, a całą resztę, to można powiedzieć, że trochę się stróżuje. Oczywiście mamy też gości w innych porach niż wakacje, święta czy ferie zimowe i w inne dni niż weekendowe, ale piątek lub sobota robią najistotniejszą grę. Oczywiście taki rozwój sytuacji też ma atuty. Jeżeli więc ktoś chce zaznać ciszy i spokoju w górach, praktycznie w lesie, to właśnie w środku tygodnia.
- To głównie ruch indywidualny…?
- Tak, rodziny, znajomi…
- Szkoły?
- Szkoły mniej, a właściwie bardzo rzadko.
- Ciekawe. Kiedyś chyba wycieczki szkolne były głównym elementem obłożenia schronisk. Wiem co mówię, sam zaznawałem. Nawet tutaj Dawno temu nocowaliśmy w tym rejonie. Właściwie już teraz precyzyjnie nie pamiętam, czy tutaj, czy na Rysiance. Ale chyba tu, bo pamiętam, że graliśmy całkiem konkretny i poważny mecz w piłkę pod schroniskiem. Na Rysiance chyba nie ma takiego miejsca pod boisko bo jest spad, a tutaj była możliwość, jak widzę.
- Tak, jest placyk, ja widać. Chociaż teraz trochę ograniczony. Zrobiliśmy tam miejsce na ogniska, wydzieliliśmy teren pod namioty.
- Wiele osób korzysta z pola namiotowego?
Nie dużo, ale ktoś tak. Bywają nawet zapaleńcy, nocujący w taki sposób w zimie, ale wiadomo że z reguły latem. Jest też sauna, jeden z naszych głównych atutów. Martwiliśmy się, instalując, kiedy to się zwróci, tymczasem cieszy się dużym wzięciem.
Tradycje rodzinne pan kontynuuje. Chętnie?
Tak, podjąłem się kontynuowania tradycji rodzinnych. Z chęci. Jestem praktycznie trzecim pokoleniem, które się za to zabrało. Choć rodzice pośrednio, bo prowadzili swoja działalność, ale pomagali, swój ślad zaznaczyli. Robię to z chęci i nie ma opcji, czy planów, żebym nie robił. To rodzinna tradycja, wypracowana marka, trochę sposób na życie. Budynek jest zabytkowy, oddany do użytku. Ta część, w której jesteśmy, był oddany do użytku w 1932 roku. Choć w międzyczasie przebudowany. Zmieniono dach i dodano boczną część. Na ścianie wisi obraz ilustrując pierwotny wygląd. W 1976 przebudowano.
Jak pan ocenia turystykę górską? Jej popularność rośnie, maluje, constans, tak w optyce człowieka ze schroniska?
- Turystyka górska? Popularność wzrasta, zdecydowanie. Ja pamiętam takie najchudsze lata, 2000 – 2005. Od około 2010 ten ruch zdecydowanie wzrósł. Ludzie wrócili do gór, do Polski. Widać, że ludzie wrócili do gór. Widać wyraźnie, że ludzie wrócili w te strony. Uważam, że to też zasługa tego iż w okolicznych miejscowościach, „na dołach” - jak my to mówimy” powstają atrakcyjne hotele, zdolne swoim standardem do tego, aby ten ruch turystyczny przyjąć, a ich goście potem ruszają w góry. Cała infrastruktura turystyczna się notorycznie polepsza.

Schroniskowa sztama

Przy ladzie bufetowej na sportowo ubrany mężczyzna w wieku co najmniej średnim kończył zakupy, pozwalające uzupełnić tak ważne w skwarny dzień płyny. Kładąc pieniądze na ladę dorzucił mniej materialną zapłatę:
- Aha! I pozdrowienia od Stefana z Miziowej.
- Wraca pan tam?
- Tak.
- To proszę przekazać pozdrowienia również.
Rozglądając się po wystroju ścian dorzucił:
- W latach 70 – tych przyjeżdżaliśmy tutaj na obozy wędrowne i narciarskie. Ale kiedy to było.
Do Hali Miziowej jest kilka godzin drogi, ale przecież znacznie bliżej, góra 20 minut pieszej wędrówki, jest od Lipowskiej Hala Rysianka i schronisko na niej. Czy to konkurencja?
- Nie, w zupełności nie można tutaj mówić o konkurencji, mimo że z pozoru mogłoby na to wyglądać – mów Jakub Szupieńko. Oni mają trochę inny typ działalności i przekrój, swój typ obiektu i klientelę. Dobre stosunki są i komunikacja. Często nawet odsyłamy sobie nawzajem gości, jeśli gdzieś jest przepełnienie. Nie jest to konkurencja, raczej dobry sąsiad.
- Słynna wycieczka do sąsiada, jak cukier się skończy…
- Tak. Ostatnio nawet mieliśmy problem z hydrauliką, ruszyłem na Rysiankę p wsparcie i udało się sprawę zaleczyć.
- A takich gości jak ten pan, którzy przyznają się, że bywali tutaj w latach 70 – tych dużo się zdarza?
- Może tych z tamtych lat mniej,siłą rzeczy i wieku już. Ale takich, bywających na przestrzeni kilku nastu lat, których nawet ja – z uwagi na swój wiek kojarzę – wielu.

Słynna kuchnia

No właśnie. W rankingu miesięcznika „n. m. p .” sfera gastronomiczna była jedną z trzech głównych kategorii oceny. Według menadżera schroniska, ich głównym atutem.
- Wszystko gotujemy tutaj, sami – mówi Jakub Szupieńko. Mamy oczywiście wypracowane swoje receptury i przepisy, swoje specjały. Kuchnia nasza ewidentnie przypada gościom do gustu, a że jest dobra, to wiem głównie właśnie od gości. Mam wrażenie, że często jest jednym z magnesów i powodów przybycia tutaj. Mamy świadomość, że to jeden z naszych głównych walorów, kuchnia właśnie. Ale trzeba też zaznaczyć, że wymaga ciężkiej pracy i wielu zachodów. Z utrzymaniem jej jakości wiąże się wiele pracy w samej kuchni, a ponadto raz na kilka dni trzeba zjechać na dół po prowiant i tam też nie nabywać byle gdzie i byle czego, aby substraty były należytej jakości.
Siedząc dłuższą chwilę przy bufecie nie tylko widzi się dużą liczbę ludzi kupujących jedzenie, ale wydaje się, że wszyscy biorą pierogi i naleśniki z polewą jagodową.
- Zamówione spontanicznie przez państwa te naleśniki, czy był jakaś informacja, że warto? – zapytałem kilku gości.
- A nie, coś trzeba było zjeść. Zwykle w lokalu zamawiam to, co konsumują inni dookoła, znaczy to że wiedzą co w nim dobre. Taki mój sposób na rozwiązanie tych dylematów.
- Ja z kolei gdzieś słyszałam, że jadają tutaj chętnie te naleśniki z polewą jagodową. Dzieci lubią, to wzięłam. Rzeczywiście smaczne.
Nie dało się nie zapytać, czy to jagody z okoliczny hal:
- No tak, staramy się o takie – odparł Jakub Szupieńko.
- Zbierane własnoręcznie?
- A to już niech zostanie tajemnicą kuchni.

Atmosfera

To kolejne kryterium w niedawnym rankingu schronisk.
- Wytwór samych turystów, czy próbujecie coś animować?
- Nie, nic nie animujemy, twierdzi Szupieńko. Jak są fajni goście, a tacy są prawie zawsze, atmosfera w sposób naturalny się wytwarza. Nie ingerujemy. Ale ja sam oceniam ją jako dobrą i ciekawą, a ponadto wiem o niej właśnie od gości. Uważam zresztą i widzę, że ta właśnie atmosfera i fajni ludzie tutaj bywający, stają się z klei powodem następnych wizyt innych ludzi. Jakby zewnętrzną reklamą i elementem propagacji. Jesteśmy w bliskim kontakcie z gośćmi, staramy się jakoś nie odcinać. Bywają też znane osoby, choć nie będę wymieniał nazwisk, bo mogą sobie nie życzyć. W okolicach sylwestra był pewien człowiek z telewizji. Bardzo fajna osoba i ewidentnie dobrze się bawił.

Pani Magda, pracuje w schronisku, prywatnie narzeczona menedżera

- Wszyscy myślą, że schronisko jest czynne 24/h, a przecież kiedyś trzeba spać? Pomimo, że bufet jest otwarty w godz. 08.00 – 20.00, my pracujemy znacznie dłużej. Nie jest to zupełnie łatwa praca i działalność. Wielu ludzi przychodzi z końcem dnia i wydaje się im, że jesteśmy jeszcze w trakcie pełnej działalności. Pracy jest ogrom, przy takim schronisku. Sprzątania, gotowania, maglowania itp. Dla mnie to już trochę codzienność, jeżdżę tu od 11 lat. Wszystko znam od kuchni. Coraz więcej robi się imprez, które organizują sobie osoby z zewnątrz. Firmowe itp. Dziwi mnie, że dzieciakom się mało chce chodzić po górach, ale rodzin jest dużo. Popularne są wycieczki rodzinne, albo częściami rodzin. Mama z dziećmi, Tata z dziećmi. Generalnie lubię tą pracę, choć bywam bardzo zmęczona. Cały czas jest praca. Ludzie myślą, że jest się w górach, a to maksymalnie spacer z psem na Rysiankę. Często szukamy osób do pracy i piszą ludzie, argumentując, że lubią chodzić po górach. A to z górami nie ma wiele wspólnego, taka praca. Jak była impreza, GET OUT, pomagało nam prawie 20 osób z rodziny lub pośród przyjaciół. Al sympatyczne jest, że ludzie lubią u nas być. Pracujemy nad tym. Nawet teraz, po tym rankingu „n. m. p.” goście i znajomi schroniska dzwonią i nam gratulują.
- Pewnym atutem Lipowskiej wydaje się być to, że dookoła jest jeszcze trochę lasu. Choroba drzew przetrzebia przecież całe połacie w okolicach: Baraniej Góry, Skrzycznego, Ujsół , Rycerki?
- Tak. Obok Romanka na przykład jest coraz bardziej łysa, szczególnie od strony Słowianki. U nas rzeczywiście jeszcze jest trochę drzew. Ale oczywiście też już są zwózki. Zresztą nie za bardzo na się układa współprac

Bajka się kończy

Dla urozmaicenia wędrówki, jeśli oczywiście nie jest się samochodem, warto zejść inną trasą. Na przykład właśnie do Milówki przez Halę Boraczą. Przebrnie się ponownie drogą przez las do Heli Redykalnej. Potem czeka ciekawe, zalesione zejście przez rezerwat pod Lipowską. Kiedy jednak ten się skończy, i tutaj zobaczymy znacznie przerzedzony las, momentami jego zupełny brak i duże odstępstwo od pierwotnego stanu.

O nestorce Marii Gowin w kolejnym artykule!

Udostępnij

5
+5
0
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę