[VAM Z NAMI] Czyż nie dopija się koni - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Najlepiej jest wyciągać wodę z gór, po to by ją sprzedać, owiniętą papierkiem z obrazkiem lasu, oddzielonym od wody cienką ścianką z plastiku. Czyż to nie krystalicznie czysty biznes, gdy woda jest po jednej stronie fabryki prawie za darmo, a po drugiej nagle nie jest?

IMG 0544

Dobrze się przyssać i wyssać, a żeby ssanie szło coraz lepiej, wbijać głęboko pod powierzchnię naostrzone igły studni, i złapać ją bez znieczulenia, szybciej i bardziej łapczywie, niż jakieś marne przydomowe studnie amatorów, którzy grzecznie czekają, aż im sama napłynie jakaś wąska strużka wodyProfesjonaliści nie mogą czekać, gdyż takt produkcji musi nadać rytm temu, co wpływa, by nalewało się równo i pakowało, zmiana po zmianie. A potem w świat pełen marketów, bo wielkie samochody, lepkie od brudu dróg całego kraju, ciągle nadjeżdżają i nie mogą za długo stać i gęstnieć, bo wtedy całą wieś trzeba by zamienić w przyzakładowy parking i  wszyscy by zobaczyli ile tego jest, a co gorsza pomyśleli: “ile wody już nie ma?”

Jeszcze lepiej jest jednak wywozić wodę z gór, setkami ciężarówek z martwym koniem na pace. Brudzić nimi powietrze i niszczyć po drodze mosty. A ci, co mają te swoje śmieszne przydomowe studnie, te ujęcia wody idącej - jeszcze nie sprywatyzowanymi - rurami do domów, oni niech stoją sobie w korkach, niech klną, niech spóźniają się do pracy podczas kiedy most z wątłego budżetu będzie naprawiany przez czas nieokreślony - tak zwana prywatyzacja zysków, socjalizacja kosztów - pełną gębą wody.Profesjonaliści nie mogą czekać, gdyż słupki w excelach muszą nadać rytm temu, co jest wywożone i jakim kosztem. Nie mogą być jak ci frajerzy ze studniami, z wodociągami, co czekają i czekają i czasem się trochę dziwią, że wody coraz mniej.

Nie ma jej w ich w studniach, bo napłynęła pod ciśnieniem do tych excelowych słupków, w kolorze czystego błękitu, bo to przeczysty jest biznes, jak woda i letnie niebo, bo zimowego, ołowianego nieba w kolorze PM2.5 2000% korporacje nie posiadają w palecie barw, z której wybiera się odcienie na opakowania i prezentacje.Jeszcze lepiej jest powiedzieć, jak ten Peter Brabeck, co zabiera biednym wioskom resztki wody, by ją potem sprzedać, że nie możemy przecież traktować prawa ludzi do wody poważnie, a wodę niesłusznie bezcenną zawsze lepiej jest zabrać i wycenić by potem elegancko sprzedać, i niech rosną kursy akcji, niech płyną jachty, niech budują się domy z daleka od biedy, niech się powodzi prezesom, niech żyją pełną głębią wody.

Profesjonaliści nie mogą czekać, nawet kiedy zakłady są niedaleko torowisk, czasem całkiem w sąsiedztwie, czasem kilkaset metrów, to nie mogą czekać na jakieś bocznice czy inne archaiczne pomysły, na przykład takie, że gdyby tak, jak już zabierają tę wodę, choć koleją ją wywozili, by te wszystkie reklamy, te zielenie i błękity, te wszystkie hasła o naturze jakoś podeprzeć ekologicznym transportem. To byłoby krępujące, słupek by nie podskoczył, akcje poszłyby w złą stronę i nici z marynarskiego ubranka dla czyjegoś sytego dziecka (w palecie, z której wybiera się kolory na opakowania i prezentacje).Najgorzej zaś jest myśleć, wlokąc się za kolejnym tirem, stojąc w spalinach na zakorkowanych drogach, że gdzieś tam jakiś prezes odkorkowuje szampana, stojąc w  złotym deszczu oklasków (w końcu to water sports). I jeszcze od razu marzyć chyłkiem, przedświątecznie, żeby tego Petera, albo innego gnoja w jego typie, dopadli kiedyś terroryści i wywieźli na pustynię bez kropli wody i grosza przy sprzedanej diabłu duszy, i aby delektowali się jego agonią, najlepiej z transmisją video.

Kiedy będzie ich błagał o litość, by mu pomachali butelką wody, na którą go nie będzie stać i przypomnieli, jakie miał niedawno poglądy. Taki to byłby show, w którym pustynia wypiłaby z niego choć część wody, którą on, swoimi fabrykami, wypił z cudzej ziemi. A z tego jak powoli usycha i zdycha, mumifikując się w pustynnym żarze w pomnik własnej chciwości, jakiś artysta zrobi serię obrazów albo choć dobrze skadrowanych fotografii na album (cel charytatywny).

W tym planie sadystycznej chwilowej ulgi, właśnie teraz generalnie chodzi o to, by dało się jeszcze przed Wielkanocą, jakoś z tego  wyspowiadać, zanim znów nas dopadnie business as usual.

Autor: VAM

Udostępnij

26
+22
4
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę