Owulacja a okres, czyli posłowie bez podstawowej wiedzy - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.

Witaj,

Możesz zobaczyć informacje dotyczące tylko twojego powiatu, wybierając go z listy poniżej.

 

 

Nie pokazuj więcej tego okna

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Debata w studiu "Poranka politycznego" w TVP Info zaskoczyła zarówno polityków, jak i widzów. Gospodyni programu, Magdalena Pernet, poprosiła zaproszonych gości o wyjaśnienie różnicy między owulacją a okresem. Proste pytanie, które miało zainicjować dyskusję o edukacji zdrowotnej, ujawniło zaskakującą lukę w wiedzy podstawowej u przedstawicieli klasy politycznej. W efekcie temat edukacji zdrowotnej w szkołach ponownie znalazł się na pierwszym planie społecznej debaty.

Owulacja a okres, czyli posłowie bez podstawowej wiedzy

— Nie sądzę, by osoby, które rzeczywiście zapoznały się z tym, jak ma wyglądać przedmiot edukacji zdrowotnej, uważały, że dzieci zostaną zdeprawowane. Gdyby tak było – byłbym pierwszym, który uda się do szkoły z interwencją — podkreślił dr Michał Sutkowski, lekarz specjalista chorób wewnętrznych, w rozmowie z Medonetem.

Politycy bez odpowiedzi, edukacja zdrowotna w centrum uwagi

W studiu TVP Info gościli przedstawiciele różnych ugrupowań politycznych: Andrzej Kosztowniak (PiS), Marcin Karpiński (Nowa Lewica), Ireneusz Raś (PSL) oraz Adrian Witczak (KO). Już na początku rozmowy prowadząca zadała pozornie banalne pytanie: czym różni się okres od owulacji? Okazało się, że wiedza w tej kwestii stanowiła wyzwanie dla uczestników.

— Nie wiem, nie pamiętam. Nie interesowałem się tym, przyznaję, nawet na biologii — przyznał Andrzej Kosztowniak. Natomiast Marcin Karpiński odparł: — Oj, nie będę wchodził w te tematy. Z kolei Ireneusz Raś z PSL stwierdził, że nie zamierza polemizować w tej sprawie.

Prowadząca podsumowała sytuację bez ogródek: — I tutaj, proszę państwa, mamy chyba odpowiedź na to, czy ten przedmiot jest potrzebny.

Sytuację skomentował dla Medonetu dr Michał Sutkowski, mówiąc, że brak podstawowej wiedzy zdrowotnej to wynik zaniedbań systemowych. — Nasza społeczna wiedza o zdrowiu jest znikoma. To obszar całkowicie zaniedbany. Brak tej wiedzy wpływa na nasze życie: zdrowie osobiste, publiczne, zdolność do pracy i dostęp do świadczeń. Za brak wiedzy płacimy zbyt dużo — powiedział.

Edukacja zdrowotna w szkołach: temat coraz bardziej palący

Nowy rok szkolny przyniósł debiut edukacji zdrowotnej jako przedmiotu, który zastąpił wychowanie do życia w rodzinie. Jak tłumaczy Ministerstwo Edukacji Narodowej, przedmiot ma holistycznie łączyć treści z zakresu medycyny, nauk społecznych i przyrodniczych oraz pomóc uczniom w dbaniu o zdrowie fizyczne, psychiczne i społeczne. Do 25 września rodzice mogą jednak zrezygnować z udziału swoich dzieci w zajęciach, co już teraz budzi kontrowersje.

Dr Sutkowski zwraca uwagę, że edukacja zdrowotna wykracza daleko poza kwestie seksualności: — Przedmiot edukacja zdrowotna to nie tylko wiedza o seksualności czy prokreacji – te zagadnienia stanowią zaledwie 1/10 podstawy programowej. W podstawie jest też mowa o wartościach, takich jak przyjaźń, miłość czy zauroczenie. Musimy to traktować jako całość i nie pozwalać na wykorzystywanie niewiedzy społecznej w celach politycznych.

Protesty, ideologia, a realne potrzeby

Edukacja zdrowotna, choć powstała z myślą o podniesieniu świadomości społecznej, już w pierwszych dniach wzbudziła opór niektórych środowisk religijnych i konserwatywnych. Krytycy twierdzą, że program może prowadzić do deprawacji młodzieży. Tymczasem dr Sutkowski stanowczo odpiera te zarzuty, podkreślając praktyczną i życiową wartość przedmiotu.

— To, czego ludzie się dziś boją, to nie faktyczna edukacja, ale dogmaty, które odrzucają wiedzę o zdrowiu jako coś niepotrzebnego. Musimy jasno mówić o tym, że brak edukacji szkodzi naszym dzieciom. To przedmiot, który obejmuje wiele życiowych zagadnień: od pierwszej pomocy przez wiedzę o zdrowiu psychicznym po funkcjonowanie systemu opieki zdrowotnej. Dlaczego rodzice mają decydować o jego programie, skoro nie decydują o matematyce czy geografii? — pyta lekarz.

Ekspert zaznacza też, że lekceważenie tego obszaru edukacji prowadzi do poważniejszych problemów: — Brak wiedzy tworzy przestrzeń dla szarlatanów i manipulacji, np. ze strony środowisk antyszczepionkowych. Jeśli nie zaczniemy edukować młodzieży, będziemy dalej ponosić konsekwencje społeczne i ekonomiczne.

Edukacja bez ideologii

Minister Barbara Nowacka, komentując nowy przedmiot, zapewniła, że jego celem są realne kompetencje życiowe, a nie mieszanie dzieciom w głowach ideologią. Jej stanowisko podziela wielu specjalistów, w tym dr Sutkowski, który apeluje o bardziej merytoryczną dyskusję.

— W sprawach tak fundamentalnych trzeba mówić jasno i zdecydowanie. Edukacja zdrowotna nie deprawuje – ona chroni, uczy i przygotowuje do życia. Nie wolno jej odrzucać z powodów politycznych czy ideologicznych — kończy dr Sutkowski.

Czy brak wiedzy w zakresie zdrowia jest wymówką, którą społeczeństwo może sobie pozwolić? W obliczu trwającej debaty jedno jest pewne – ignorancja kosztuje, a politycy nie są od niej wolni.

 

źródło: medonet.pl

 

 

Udostępnij

0
0
0
Reklama
Reklama
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę