Tragedia na Pilsku - szczególnie pamiętna - Beskidy News

Używamy plików cookie, aby pomóc w personalizacji treści, dostosowywać i analizować reklamy oraz zapewnić bezpieczne korzystanie z serwisu. Korzystając z witryny, wyrażasz zgodę na gromadzenie przez nas informacji. Szczegóły znajdziesz w zakładce: Polityka prywatności.
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Minęło już 37 lat od tragedii, której przebieg mógłby stać się podstawą scenariusza dla trzymającego w napięciu filmu grozy – wyprzedzając przy tym w skali emocji niejedną ze znanych produkcji. Skutkiem tego zdarzenia była przede wszystkim śmierć młodych ludzi, a poza tym obarczanie winą wielu uczestników i instytucji, w skali wręcz międzynarodowej.

 Jak do tego doszło?

Na obozie kondycyjnym w Korbielowie przebywali uczniowie ze Szkoły Sportowej nr 12 z Kalisza o profilu sportowym, ze specjalnością lekkoatletyczną z Kalisza. 27 grudnia 1980 roku 16 – osobowa grupa spośród nich (5 dziewczynek w wieku 12 – 14 lat i 11 chłopców 14 – 17 lat) wybrała się na Halę Miziową. Opiekunem był trener Krzysztof Kisiel. Jeden z uczniów, Ireneusz Langwerski, był mistrzem Polski juniorów w chodzie na 10 km. Przed wyjściem jedna z dziewczynek zrezygnowała i została w ośrodku, z uwagi na złe samopoczucie.
Grupa przebyła trasę w w 1 godz. 15 min., podczas gdy nominalnym czasem wyjścia było wówczas 2 godz. 30 min. Na Hali Miziowej zameldowali się o godz. 11.20. Pomimo braku prowiantu i odpowiednich strojów – mieli na sobie tylko lekki stroje i obuwie sportowe), opiekun zgodził się, aby młodzież wyszła na szczyt Pilska. Zdobyli górę około godz. 12.00. Schodzili już w niekorzystnych warunkach pogodowych. Obniżyła się temperatura, zaczął padać śnieg, którego i tak zalegały duże ilości.

„Braterska” pomoc

Grupa skierowała się w stronę Przełęczy Glinne. Pomyliłą niestety drogę i zeszła na stronę słowacką. Słowacki leśnik zawrócił ich ponownie na szczyt. Dlaczego? Miał poinformować ich o przeprowadzanym właśnie polowaniu oraz karze pieniężnej, grożącej za nielegalne przekroczenie granicy. W późniejszym wywiadzie telewizyjnym powiedział, że na jego postawie zaważył strach przed ludźmi, którzy „zaszli go od tyłu”.

Feralna decyzja?

Trener postanowił, że wrócą przez Pilsko. Dotarli na nie ponownie o godz. 16.00. Niestety tam zabłądzili po raz kolejny. Ponownie też, jeszcze bardziej, pogorszyły się warunki atmosferyczne. Temperatura spadła do -12 stopni Celsjusza. Nastały też: mgła i zadymka śnieżna. Ekipa błąkała się w okolicach szczytu aż do następnego dnia rano.

Tragiczne godziny

Pomiędzy godzinami 21.30 a 04.30 zmarły z wyziębienia trzy osoby. Trener walczył o życie dzieci, oddając im swoje ubrania, jednak to nie pomogło. Zdecydował się pozostawić zmarłych na miejscu i szukać drogi powrotnej. Po 21 godzinach chodzenia, grupa została odnaleziona rano, około godz. 07.00. Napotkał ich polski celnik Józef Bolek i słowacki inżynier leśnictwa Ludovit Janiak. Udzielili młodzieży pierwszej pomocy i sprowadzili do Mutnego - dziś na Słowacji. Następnie młodzi sportowcy zostali przetransportowani do ośrodka. Część z nich miała odmrożenia: twarzy, uszu, oraz palców rąk i nóg.

GOPR na ratunek

Akcja ratownicza rozpoczęła się o godz. 04.00. Powodem tak późnej interwencji był głównie brak łączności, pomimo tego, że o zaginięciu młodzieży wiadomo było już 12 godzin wcześniej. W nocy zaginionej wycieczki szukało jednocześnie 30 ratowników z Grupy Beskidzkiej GOPR i Wojska Ochrony Pogranicza.

Głośne echa

Wypadek ten był wówczas szeroko komentowany nie tylko w mediach, ale również wśród obywateli, tak beskidzkich rejonów, jak i całej Polski. Wielu obarczało winą trenera i klub sportowy „Calisia”, który reprezentował. Wskazywano na zaniedbania i wielokrotne złamanie przepisów dotyczących organizacji wycieczek – tak twierdził m.in. Marian Bielecki, naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR w tamtym czasie. Zgodnie z ówczesnymi przepisami górskie wycieczki piesze powyżej 1000 m n.p.m. mogły być organizowane tylko dla
 dzieci powyżej 14 lat w okresie od 15 czerwca do 15 września pod opieką przewodnika lub przodownika turystyki górskiej. Część krytyków skoncentrowała się też na postawie GOPR-u za to, że zbyt późno rozpoczął akcję. Na skutek tej tragedii ówczesny wojewoda bielski wydał decyzję o zakazie zimowego poruszania się po Beskidach powyżej granicy lasu. Wnioskował za tym GOPR.

Ofiary:

Leszek Śledź (lat 16)
Ireneusz Langwerski (lat 17)
Marek Witczak (lat 14)

Ostatecznie trener Kisiel został uniewinniony od zarzutu nieumyślnego spowodowania śmierci.

Nie tylko wtedy

Co znamienne, do podobnego wydarzenia doszło 1981 roku. Zaginęło pięcioro uczniów częstochowskich szkół w wieku 16-17 lat. Akcja GOPR trwała ok. 16 godzin, a młodzież została znaleziona po stronie słowackiej. Ofiary nie były w stanie iść dalej przy pomocy dwóch ratowników; do godz. 4:00 czekano na następną grupę GOPR-owców.

Mimo głośnych tragedii wypadki zaginięć w rejonie Pilska, zwłaszcza w okresie zimowym, również współcześnie nie należą do rzadkości. Góra słynie ze zmienności pogodowej oraz jednolitego wyglądu od każdej strony, co w krytycznych sytuacjach utrudnia orientację w terenie. Opinię niemniej groźnej ma pobliska i wyższa Babia Góra. Beskidzki GOPR często informuje o prowadzonych tam interwencjach, szczególnie zimą. Warto więc wyciągać naukę z historii i zachować w naszych górach ostrożność, nawet nadmierną.

Udostępnij

51
+50
1
Reklama

Pobierz bezpłatną aplikację

Informacje z Twojego powiatu na wyciągnięcie ręki.

Google Play

Logo Beskidy News
Masz dla nas informacje? Newsy? Widziałeś lub słyszałeś coś ważnego? Chcesz, aby Twoją sprawą zajął się reporter? Daj nam znać. Dyżurujemy całą dobę, reagujemy od razu.

 

Imię i nazwisko (*)
Podaj imię i nazwisko
E-mail (*)
Podaj adres e-mail
Temat (*)
Podaj temat
Wiadomość (*)
Napisz wiadomość
Załącznik
Dodaj załącznik
(gif, jpeg, jpg, png, zip)
Captcha (*)
Rozwiąż captchę